| Morrigan - 2013-08-06 16:39:18 |
Domek Letniskowy to położony nad coruscańskim morzem sporej wielkości luksusowy hotel. Nie jest to jednak jeden z tych typowych hoteli w kształcie jakiegoś wieżowca, tylko sieć połączonych ze sobą posiadłości do wynajęcia. Każda z nich jest wielkości sporego domku otoczonego bujnym ogrodem, z tarasem wychodzącym nad morze. Posiadłości te najczęściej wynajmują na jakiś czas biznesmeni, artyści, senatorowie - każdy z nich szuka odpoczynku i ucieczki od wielkiego coruścańskiego świata. Tutaj cisza i spokój jest zapewniona. Teren każdego domku jest ogrodzony i strzeżony, w dodatku podziemne przejścia zapewniają sporą dyskrecję dla aktualnych mieszkańców posiadłości.
Morrigan wynajmowała (a właściwie niemal kupiła) jedną z takich posiadłości, położoną najbardziej na uboczu. Domek otoczony jest sporym ogrodem pełnym egzotycznych drzew, krzewów i kwiatów. Idealne miejsce na wypoczynek. Dla Morrigan jednak jest to jedno z wielu miejsc w których rezydowała w "godzinach urzędowania". Jeśli ktoś chciał się z nią spotkać, to mógł ją zastać m.in. Właśnie w tym domku.
|
| Morrigan - 2013-08-06 16:48:19 |
Morrigan była najważniejszym bossem coruscańskiego świata przestępczego. Osiągnęła tą pozycję w zaledwie kilka lat, eliminując po drodze co groźniejszych konkurentów, pozostałych zaś przekupiła lub zmusiła do współpracy. Przez ten czas musiała też znaleźć jakieś miejsca, gdzie mogłaby się spotykać z interesantami. Jej apartament automatycznie odpadał, bo to było jej sanktuarium, miejsce gdzie mogła w spokoju mieszkać. Nie chciała tam nikogo widzieć. Przesiadywanie we własnych lokalach też odpadało. kiedyś to była dla niej codzienność, teraz jednak potrzebowała miejsc odpowiednich dla jej pozycji. I tak stała się właścicielką budynku, czy też wieżowca Tau'peri. Później zakupiła tą oto skromna posiadłość. Bez problemu mogła się tutaj spotykać z przeróżnymi petentami bez obawy o to, że ktos im przeszkodzi czy podejrzy z kim rozmawia. Podziemny wjazd do posiadłości znajdował się jakiś kilometr dalej, w dosyć ustronnym miejscu. Z resztą takich tuneli było aż troje. Wszystkie zbiegały się w jeden główny, by nie osłabiać zbytnio ochrony.
Dzisiejszego dnia Morrigan miała chwilę spokoju, więc opuściła swój gabinet (gdzie miała połączenie z własną siecią informacyjną i bazą danych), gdzie nad wszystkim czuwała sztuczna inteligencja SIRI. Wyszła do ogrodu, by nacieszyć się tą chwilą.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 16:59:35 |
W ogrodzie Morrigan nie była sama. Gdyby była istotą zwykła, bez więzi z Mocą, mogłaby być nieświadoma tego całe godziny, lub nawet kilka dni, bo ten, który był tutaj, nie zawsze miał silne potrzeby społeczne. Jako pierwotna istota i zwierze w dominującym stopniu, potrafił radzić sobie i życ tu w namiastce naturalnego środowiska z dala od ludzi. Jednak wcale się nie krył. Jak tu wszedł, kto go wpuścił? Mogło to być dla Morrigan irytujące, jednak czerwony Poranek absolutnie nie potrafił przyswoić sobie czegoś takiego jak bariery. Jak wyznaczanie mu miejsc do przebywania i godzin pojawiania się. Tego się nie dało. Czerwone łuski zataczały okrąg w ułożonym w wygodnej pozycji ciele. Leżał bezpośrednio na trawie, z głowa uniesioną i zamkniętymi oczami. Uszy jednak drgały na każdy podmuch, stuk kroków, upadanie kamyka czy krzyk z sąsiedniej parceli. Pozostawał czujny w swoim niezachwianym pierwotnym spokoju. I całkowicie zrelaksowany. Bo szele się nie martwią. Nie umieją.
|
| Morrigan - 2013-08-06 17:07:43 |
Oczywiście wiedziała o obecności Czerwonego Poranka tu w ogrodzie. Nie musiała nawet otwierać oczy by wiedzieć, gdzie jest. Wyczuwała go w Mocy. Potrafiłaby dotrzeć do niego nawet w największej ciemności. Nawet nie była zła, że tutaj leżał, bo zdawała sobie sprawę z tego jak funkcjonuje jego umysł. Odczytała go. Tak więc nie przejmując się nim podeszła do kamiennego murka, odgradzającego ogród od niewielkiego urwiska nad morzem. Spojrzała na wodę szumiącą pod nimi. To była jedna z niewielu pozostałości po pierwotnym krajobrazie Coruscant - samotne morze, raj dla turystów. Na plażach i nadmorskich ogrodach zawsze gromadziły się tłumy. A tutaj Morrigan miała piękne widoki i spokój. Dlatego tak naciskała właściciela hotelu na to, by jej ostatecznie sprzedał tą posiadłość. I tak ją już dostosowała do swoich potrzeb. Co prawda nie korzystała z niej zbyt często - Czerwony Poranek najczęściej tutaj pomieszkiwał. Dla niego to było dobre miejsce, miał namiastkę natury. Tutaj też mogła go w spokoju szkolić.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 17:15:08 |
W pewnym sensie szel, mimo swojej zwierzęcości, był dużo bezpieczniejszy w kontaktach od każdej innej cywilizowanej istoty. On nie kombinował, nie knuł, po ustaleniu relacji nie miał potrzeby sięgania po wyżej. Był istota której po prostu można było zaufać. Nie kopał pod kimś dołków, nie wyszukiwał błędów i nie czyhał na potkniecie. Szel często twierdził,z e rozmawia z morzem. Obiecywał, ze co wieczór będzie mu śpiewał. Nie był to śpiew jaki znano w Republice, a raczej melodyjne, długie wycie trochę przechodzące w ptasi świergot. Wsiąkł w to miejsce i nie potrzebował zmian. Należał bowiem do rasy, która nie narzeka. Na Morrigan nie zareagował jedynie pozornie. Wydawał dźwięki tak ciche ze ucho humanoida ich nie słyszało. Takimi dźwiękami wygłaszane były subtelne pozdrowienia i ciche monologi niemal przez sen.
|
| Morrigan - 2013-08-06 17:53:10 |
Czyli był dokładnym przeciwieństwem Morrigan, która w ten sposób działała. Cały czas kombinowała, knuła, była jak żmija wiecznie gotowa by uderzyć znienacka i powalić przeciwnika swoim jadem. Przy czym względnie była pozbawiona jakiegoś silniejszego kręgosłupa moralnego. Czasem odzywały się w niej echa jej dawnej "ja", kiedy to jeszcze wyznawała jakieś zasady. Ale to było tylko czasem. Vossianka stała przy balustradzie i obserwowała morze. Do jej uszu jednak dobiegały ciche tony melodyjnych pomruków szela. Zawsze wyostrzała Mocą zmysł słuchu, gdy tylko on był w pobliżu. Dzięki temu wiedziała w jakim jest nastroju. Czasem wykorzystywała przeciwko niemu tą jego zwierzęcą naiwność i niezdolność do przejrzenia, że jest przez nią zmanipulowany. Morrigan nie odbiła go z dobroci serca. Każdy jej czyn miał jakieś ukryte intencje, które miały przynieść jej zysk. Z Czerwonego Poranka miała zamiar zrobić obrońcę swego "stada". Do tej roli się nadawał. Wymagał tylko odpowiedniego treningu. Po chwili spokoju nawiązała mentalną łączność z szelem, przesyłając do niego mgliste zapytanie o jego dzisiejsze samopoczucie. Korzystała z bardziej podstawowej łączności w kontakcie z nim niż z Cichym.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 18:06:26 |
Ich natury były przeciwieństwami. Nie można było ich porównywać w żadnym stopniu, byli inni, zupełnie, całkowicie. Był tez całkiem nieświadom zmanipulowania. Było ono tak chytrze pomyślane, ze wszelkie narzucane mu decyzje uznawał za własne. Nie można było go zmusić bezpośrednio, ale pośrednio – nie było konfliktów interesów. Komunikat zwrotny był pozytywny. Zazwyczaj był, ta istota nie trapiła się. Mogła być zmęczona lub zirytowana, czasem, ale pozytywne nastawienie i chęć do interakcji dominowały w jego odpowiedziach
|
| Morrigan - 2013-08-06 18:34:41 |
Była świetna w manipulacjach, ponieważ nigdy się nie śpieszyła. Mogła czekać latami na efekty swojej pracy, nic nie przyspieszała, nic nie poganiała. Była cierpliwa. Paradoksalnie tej cierpliwości nauczyła się od Jedi... a raczej ich holocronu. I wykorzystywała tą wiedzę do własnych celów. Czerwony Poranek był jednym z wielu elementów jej układanki. Jeśli się nie powiedzie, to trudno, nic się nie zawali, były inne plany. Myślała i planowała wielotorowo. Nikomu też nie ufała, nie w 100%. Czuła się przy to nieco osamotniona, co czasem wypływało na wierzch. Stawała wtedy w oknie czy przy balustradzie i patrzyła w dal. Myślami zaś wracała na ojczystą planetę. Nigdy jednak nie trwało to długo. I chyba ta tęsknota była jednym z powodów trzymania szela blisko siebie. On był pierwotnie lojalny i do tego nieprzekupny. Mogła więc pozwolić sobie na chwilkę towarzystwa. Prawdziwego towarzystwa. Myślowym komunikatem zachęciła go do tej interakcji.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 18:40:57 |
Lezał jeszcze chwile, jakby ociągał się celowo, co było elementem jego natury, bo i on był cierpliwy, a raczej – nigdzie się nie spieszył, nie znał pojęcia pospiechu, nie mylić z pewnymi rodzajami podniecenia czy pożądania czegoś, wtedy chciał dostać to natychmiast. Powoli dźwignął ciało, najpierw przednie łapy, później zad. Zdawał się ociężały, ale dlatego, ze ruchy stanowiły element mowy ciała: a ciało mówiło – jestem niegroźny. Kiedy chodził, łopatki widoczne na grzbiecie poruszały się naprzemiennie. Grzbiet był wklęsły a ogon niósł się na wysokości stawów skokowych, często (także teraz)z końcówka zakręconą na końcu. Nikło to wprawdzie w zasłonie piór, ale była to oznaka, ze jest w stadzie i podchodzi do członka stada. Zachęcony aktywnością mentalną Morrigan, odbił się od ziemi i zgrabnie wskoczył na murek, samolubnie – po szeliansku – zasłaniając jej widok na morze, jakby uważał się za coś piękniejszego niż ono.
|
| Morrigan - 2013-08-06 18:52:30 |
Nie oglądała się za siebie, ale wiedziała że się podnosi. Słyszała jak podchodził ku niej. Słyszała każdy wydawany przez niego oddech, każde stąpnięcie łapy o ziemię. Moc oferowała wiele możliwości a ona z nich chętnie korzystała. Starała się jednak ograniczać w tym... nie używała Mocy przy drobnostkach, bo takie rozmienianie się na drobne mogło ją odciąć od jej prawdziwego daru - Wizji. Nie cofnęła się, gdy Czerwony Poranek wskoczył na murek. Zerknęła tylko na niego i uśmiechnęła się, posyłając też mentalnie komunikaty o zadowoleniu i przyjemności z tego zbliżenia. Wyciągnęła rękę i pogłaskała go po pięknej, długiej szyi, tracąc z widoku obraz morza.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 18:58:51 |
Dostojne półzwierze w swojej szlachetnej dzikiej formie kładło się powoli na murku dość dla niego szerokim, nawet jeśli miał tylko 20cm szerokości. Widywano już go śpiącego na roszę od trzepaka na pograniczu średnich i dolnych poziomów, czy na gałęzi w parku publicznym. Bardzo był niefrasobliwy, ale zawsze potrafił poradzić sobie z zagrożeniem. Pogłaskany wydał z siebie cichy klekot, a zielone oczy i migdałowych źrenicach znowu się zamknęły. Ogon zwisał od strony Morrigan. Zakręcał się w ślimaczka i rozprężał, by natychmiast kręcić ślimaczka w drugą stronę. Trwało to nieprzerwanie, często całymi godzinami i oznaczało pełen przyjemności relaks. Akceptował Morrigan jako pełnowartościowego członka stada, była to zresztą pierwsza osoba na Coruscant, która umiała w stadzie egzystować. Inni wprowadzali tylko mętlik, próbując wpoić Czerwonemu Porankowi rzeczy kompletnie absurdalne. Mówili, ciągle mówili. Byli inni. A uważali, ze to on jest. Paranoja...
|
| Morrigan - 2013-08-06 19:12:40 |
Uśmiechnęła się, nie przestając głaskać. Myślowo posłała mu komunikat o zadowoleniu. Tak było prościej. Słowa tylko się rozbijały o główną barierę - niezrozumienie cywilizacyjne. A tak potrafiła komunikować się z nim na dużo niższym poziomie, przez co ryzyko niezrozumienia spadało. Stado... o tak, wiedziała, że Czerwony uważał ją za część swojego stada. Nie pojmował jednak, że to ona stała na jego czele. I w dodatku to jej stado było dużo ,dużo większe... nie uświadamiała go jednak w tym zakresie. Lepiej było pozostawiać tą maskę iluzji, że są tylko oni. Łatwiej jej było wtedy działać. Głaskała go tak pieszczotliwie przez długi czas. To zaspokajało jej pewne potrzeby związane z bliskością innej osoby. To wystarczało. Czasem nachodziły ją dziwne myśli zazdrości. Poranek sobie leżał cały dzień, nie miał ambicji, nie miał wrogów, po prostu żył spokojnie. Morrigan zaś jako istota znacznie inteligentniejsza była zaś wciąż popychana do przodu przez swe pragnienia. To czasem przytłaczało. Każdy odczuwał chwile słabości.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-06 19:52:02 |
Pojmował, ze ona stała na czele stada. Gdyby tego nie rozumiał, nigdy nie byłby posłuszny. Ale niekoniecznie akceptował w stadzie innych, uważał ich za istoty o wiele niższe, bo nie potrafiące się z nimi porozumiewać. Nie był więc świadom, ze to on większości spraw nie rozumie,a nie oni. Po opuszczeniu zakonu i przejecie przez Morrigan, nabrał przekonania ze świat, a konkretniej Coruscant istnieje tylko po to, by im służyć. Można by było to nazwać ciemną stroną, gdyby nie fakt, ze od ciemnej strony był całkiem daleki. Wreszcie położył głowę płasko na murku, jakby i jej dawał odpocząć. Tak, top prawda. Był całkowicie wolny od wyborów doczesności.
|
| Morrigan - 2013-08-10 16:05:18 |
Nie przestawała go głaskać. Jej myśli ulatywały gdzieś daleko, więc nie poświęcała tej czynności aż tyle czułości co zazwyczaj. Nie dane jej było jednak zbyt długo cieszyć się spokojem, ponieważ wkrótce nadleciała elektroniczna kula - zdalniak. Kręciła się chwilę wokół tej dwójki, aż w końcu ustawiła się bokiem do vossianki i zaczęła świecić. Wbudowany w droida emiter holograficzny wyświetlił kobiecą sylwetkę - avatara S.I. SIRI. SIRI tak na prawdę nie była kobietą czy mężczyzną, nie miała płci. Miała tylko system preferencji, dzięki którym dostosowywała się do upodobań użytkownika, czyli w tym przypadku Morrigan. Preferowała ona kobiecą wersję, więc pod taką postacią się wyświetlała, naśladując również kobiecy głos. - Coś się stało? Zapytała spokojnie vossianka, jednak czujniki SIRI od razu wykryły, że ton jej głosu stał się nieco ostrzejszy niż zazwyczaj. OD razu zinterpretowała to jako gniew spowodowany zakłócaniem spokoju. - Przepraszam, że przeszkadzam. Wykryłam jednak pewne zakłócenia w jednej z monad... chodzi o osiedle "Pogodne". Ta informacja zainteresowała ją nieco. Kojarzyła to miejsce za sprawą Aszrity, która doniosła jej o pewnym wywalonym z Zakonu Jedi - T'kulu. Od tego czasu jej ludzie po cichu obserwowali go, zbierali informacje itp. Naturalnie wiedziała gdzie pracuje, gdzie mieszka itp. Nie ukrywał się w końcu zbyt dobrze. - I co w związku z tym? - Nasz informator doniósł, że ktoś wyrwał ze ścian futryny drzwi kilku mieszkań. A konkretnie dziesięć. - Ktoś wyrwał? - Od środka. Więc technicznie rzecz biorąc to wyłamał. - SIRI... jaśniej proszę. - Oczywiście. Zacznę od początku. Nasz informator doniósł, że jakaś dziewczyna do spółki gran zaspawali drzwi pod numerem 666. Mieszkanie to zamieszkuje niejaki Toshiro Mifune, czyli innymi słowy upadły Jedi T'kul. Sabotażyści po skończonej robocie uciekli a przybiegł dozorca. Po krótkiej wymianie zdań miał on pobiec po pomoc, ale "ktoś" wyrwał drzwi ze ściany. A raczej wyłamał od środka. Wszystkie poszlaki wskazują, że byłą to sprawka T'kula. Dozorca uciekł a osiemnaście minut później zjawili się członkowie gangu Szpony. Wykryłam też kilka holopołaczeń między hersztem jednym z członków tej grupy - Klarkiem Gresso, a szefem Szponów - Azzaro "Czarnopalcym". Niestety nie dysponuję nagraniami z tej rozmowy. Według moich obliczeń najbardziej prawdopodobnym powodem ich rozmowy była próba zachęcenia T'kula do współpracy z nimi. Pau'anin rozmówił się z Klarkiem, jednak nie wiem czego dotyczyła ich rozmowa, nasz informator nie mógł tego podsłuchać. OStatecznie grupa Klarka odeszła, T'kul pozostał na miejscu a Szpony poinformowały nas o całej sytuacji. SI skończyła referować a Morrigan spojrzała znowu na morze. Przy okazji zaczęła lekko drapać Poranek po jego skórze w okolicy grzywy. Domyślała się co tam zaszło. Nie mogła się nie uśmiechnąć słysząc o zaspawanych drzwiach. Sprytny psikus. Ale rozwiazanie tego problemu nie było zbyt rozsądne. Zbyt "głośne". - {Ciesz się, że nie masz takich zmartwień jak ja} Posłała myślowy komunikat szelowi. - Wyślij tam patrol. Kogo mamy w pobliżu? - Vojin. Planowany czas dotarcia do wejścia monady... 14 minut i 49 sekund zakładając, że sytuacja na trasach powietrznych się nie zmieni. Sugerowałabym jednak posłanie tam Selendis. - Żeby spacyfikowała połowę monady przy okazji? Nie... wyślij Vojina. Każ mu załatwić to na spokojne, niech zabierze t'kula do... co proponujesz? - Najbliżej ich położenia znajduje się klub Zarius oraz fabryka przetwarzania przyprawy. Sugerowałabym jednak gabinet w Vortexie. Jest dobrze zabezpieczony a w przypadku kłopotów można umieścić T'kula w jego podziemiach. - Dobrze, roześlij takie instrukcje. Informuj mnie na bierząco. - Oczywiście szefowo. Hologram zniknął i zdalniak się oddalił, Morrigan zaś pozostała przy murku. - Ani chwili spokoju... przydałyby się jakieś wakacje
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-10 16:16:34 |
Szel niemal natychmiast przekręcił się na bok, uwalniając przednie łapy a czarne pazury przecięły powietrze w probie złapanie zdalniaka. Daleko łapy wyciągał, instynktownie, jak drapieżnik który poluje na coś co jest niewielkie i się rusza. Przestał jednak i oblizał pysk. Łeb płasko leżał czaszka na murku a grawitacja odchylała wargi ujawniając górne zęby. Łapki miał podwinięte, lezące na klatce piersiowej „na krzyż”. Wręcz ucieleśnienie relaksu podczas kiedy obok odbywała się rozmowa o rzeczach ważnych. Później już tylko ucho sterczało, drgając na dźwięcznych głoskach, kiedy słuchał rozmowy. Kiedy przesłano mu przekaz, przeciągnął się, i wysłał coś w rodzaju: cóż to tobie da więcej ponadto co potrzebniejszy... - Znam T'kula... – odezwał się już głosowo. Lekko posykiwał, jeżyk miał długi i cienki, ściągał wargi przy mówieniu, ale głos miał iście anielski. Nalezało brac poprawkę na „znam” w wykonaniu szela, mogło to równie dobrze znaczyć ze raz w życiu go widział. Ale nie była mu to osoba pierwszy raz słyszana
|
| Morrigan - 2013-08-15 17:54:32 |
Odebrawszy odpowiedź Poranka tylko przewaliła niecierpliwie oczami. Ale ze względu na to, że jej gałki oczne były niemal w całości niebieskie, to nie miało to takiego efektu. Jednak jakoś to weszło w nawyk - efekt częstego przebywania z ludźmi. Nie wdawała się z nim też w dyskusje filozoficzne o tym, na co jej to potrzebne. On sam nie miał ambicji by osiągnąć coś więcej, zadowalał się tym co miał. A Morrigan tak nie potrafiła. Odczuwała paląca potrzebę by osiągnąć jeszcze więcej. To ją napędzało. Oczywiście były też inne powody. - Ah tak? Mruknęła cicho w odpowiedzi swoim naturalnym głosem. Dla postronnych obserwatorów brzmiał on nieco szorstko i tak po droidziemu. Nie miał on w sobie niczego z anielskiego głosu szel. Vossianka nie ekscytowała się rewelacją Czerwonego Poranka. Nie dziwiło ją to, że mógł usłyszeć o T'kulu. Obaj byli Jedi w końcu. Kiedyś.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 18:00:12 |
- Tak – odpowiedział znowu jego przemiły głosik. Co ciekawe, niemal pyskiem nie poruszał, trzymał go lekko rozchylonego, ze widać było kły, czasem na szyi pojawiało się drganie. Nie rozwijał tematu. Nie czuł potrzeby i po prostu taki był. Najlepiej było zadawać konkretne pytania,a i to nie gwarantowało konkretnej odpowiedzi. Choć przydawała się znajomość jego toku myślenia do dekodowania wypowiedzi.
|
| Morrigan - 2013-08-15 18:09:24 |
Miała ochotę sapnąć ze złości słysząc tą lakoniczną odpowiedź. Oczywiście powinna się takowej spodziewać. Nie był on jednym z jej podwładnych, którym wystarcza jedno lakoniczne pytanie by uruchomić potok słów. Jemu trzeba było zadawać bardzo precyzyjne pytania by uzyskać odpowiedzi. Czasem bywało to irytujące... - Jak dobrze go znasz? To powinno dać jej jakąś podstawę do przyszłych pytań, już bardziej konkretnych. No chyba ze odpowie, że tylko raz go widział. Wtedy wiedza Czerwonego Poranka raczej okaże się bezużyteczna.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 18:15:05 |
Teraz wyciągnął rozkosznie łapki przed siebie by przetoczyć się na bok. Daleko od głowy, przed nim, pazurki zahaczyły o kamień w murze i próbowały go wyłuskać, jakby niezależnie od tego co działo się niżej, co robiła głowa i ogon. - Ważny to był jedi. Wiele o nim mówiono. Rada mówiła o nim. Starsi jedi mówili o nim. I wszyscy mówili o nim, ze to szaleniec. – wbrew pozorom to bardzo bogata w wiedzę wypowiedź. Mówili o nim – widać lubił zwracać na siebie uwagę. Rada i starsi – więc pewnie narzekali. Że szaleniec. Czyli prawdopodobnie podpadał. Gość który lubił zwracać na siebie uwagę niezbyt mądrze.
|
| Morrigan - 2013-08-15 18:26:02 |
Zerknęła na jego pazury, próbujące wyłuskać kamienie ale nie przejęła się tym. To tylko zwykły murek, nic niezwykłego. Naprawi się jakby co. Gorzej gdyby szela zaczął z pazurami dobierać się do jej rzeczy. Wtedy by się wściekła. Jednak odpowiednio wcześniej "oznaczyła" wszystkie najcenniejsze dla niej rzeczy Mocą. Wiec za każdym razem kiedy Poranek spróbuje się nimi bawić to poczuje mentalnie, że to zabronione. - Szaleniec? A mówili co on takiego robił, że uważano go za szaleńca? To była ciekawa wskazówka, ale można się było spodziewać tego, że Rada zbytnio za nim nie przepadała. w końcu z jakiegoś powodu musiał wylecieć z Zakonu.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 18:33:37 |
Nie wyciągnie tego kamienia, był za głęboko wmurowany. Jednak był typowym przykładem zadania pułapki – kiedy się go badało jedynie dotykiem zdawał się malutki i tylko ciut ciut do wyciągnięcia, az się prosi. W rzeczywistości był to kawał kamulca i takie szelki potrafił zajmować całymi godzinami. A i tak nie wygrają. Jednak miło było patrzeć jak próbuje, przebiera czarnymi szponami, próbując wytrwale zahaczyć je o kamień. Pozostawiał na nim małe ryski, które były bardziej materią ze startego pazura niż rankami kamienia. Nie był wbrew pozorom szczególnie niszczycielski, ale czasem lubił dostać coś do zepsucia, najlepiej jakiś skomplikowany mebel niezłego producenta – musiał się wtedy napracować. - Mówili, ze nie myślał jak jedi. Ze robił rzeczy głupie. Mnie to nie obchodziło. On karmił ptaki w klatce, zamiast je wypościć, by karmiły się same. On oswajał małpki, by nie bały się swoich przyszłych oprawców. – dwawł przykłady i przenośnie sobie znane, ale obrazowało to zachowanie tego jedi.
|
| Morrigan - 2013-08-15 18:47:25 |
Niestety takie skomplikowane meble niezłego producenta (a w przypadku Morrigan znaczyło to, że najlepszego) bywały dosyć drogie. I wtedy mogły pojawić się problemy z panowaniem nad złością. Dlatego vossianka to i owo oznaczyła, a te meble które jej się nie podobały przeznaczone były do rozbiórki. I Poranek mógł sobie wtedy poużywać. Ich ilość jednak systematycznie spadała. - Rzeczywiście, nie myśli jak jedi Przyznała rację szelowi. Oczywiście nie brała tych przykładów dosłownie, wyłuskiwała za to z nich pewną esencję T'kula. Nie myślał on jak jedi, co było pewnym plusem. Jednak pojawiało się też pytanie - czy na prawdę warto pakować się w coś takiego? Morrigan zaczynała w to wątpić. Ona potrzebowała kogoś inteligentnego i sprytnego. T'kul się nie nadawał. Co najwyżej mógł być zwykłym siepaczem. Ale takich to miała już wystarczająco dużo. Mimo wszystko kusiło to trochę - zbuntowany jedi. To spora potęga.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 19:02:23 |
- Nie rób tego – odezwał się gad, zupełnie jakby słyszał jej myśli. Wcale nie musiał ich słyszeć, wystarczyło popatrzeć na twarz Morrigan i trochę ją znać. - Nie jest to istota która płynie jak rzeka. Jego szlaki są dziwne. Chore. Płyną pod prąd, a deszcze padają do góry. Jeżeli nie głaszczesz, gryzie. Masz zbyt mało rąk i sił by głaskać wiecznie. Nie chcesz być ta, której nie szanują. Zbyt to nieładna dusza – przerwał skubanie kamienia, by podciągnąć łapy do siebie i położyć na nich głowę. Uszy sterczały komunikatywnie. Teraz ją ostrzegał przed złym wyborem.
|
| Morrigan - 2013-08-15 19:18:25 |
Spojrzała na Czerwonego Poranka a w jej oczach czaiły się złe błyski. Dawno nikt nie odzywał się do niej jak do kogoś równego sobie. Zawsze w rozmowach dawało się odczuć, kto tu rządzi. Jedynie w przypadku Cichego i SIRI zacierała się ta granica. No i może też Selendis. A tak każdy starał się, by jego dobre rady nie brzmiały jak pouczenie. Szela zaś o to nie dbał, co wywołało u niej lekki przebłysk irytacji. Ale opanowała to. Złapała oburącz za jego pysk i przybliżyła go do swojej twarzy. Uśmiechała się czule. - Dziękuję za to ostrzeżenie... ale bez opieki nie mogę go pozostawić. Muszę coś z nim zrobić Na wypadek gdyby zaczął zbytnio brykać.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 19:25:21 |
- Zabij go – poradził równie szczerze jak poprzednio, dając tym samym do zrozumienia, zresztą nie pierwszy raz, ze całe szkolenie Jedi w jego przypadku rozbiło się jak fala o skały. On nadal, dążąc do ogólnego dobra, dążył po swojemu. Trochę jak T'kul. Ale Czerwony Poranek był poniekąd zwierzęciem. A to jest różnica.
|
| Morrigan - 2013-08-15 19:42:45 |
- Kusząca perspektywa Odpowiedziała od razu. Zabicie T'kula faktycznie rozwiązywało wiele jej problemów związanych z tą osobą. Nie musiałaby go szpiegować, ani też nie przejmować się tym, że ktoś go zwerbuje przeciwko niej. Jednak pojawiał się drobny problem... - Pewnie jednak Zakon ma na niego oko. A nie chcę zwracać ich uwagi na siebie. Chyba, że zorganizujemy jakiś mały wypadek To by się mogło sprawdzić. Ale musiała to odpowiednio zaplanować. I najlepiej wynająć jakiegoś eksperta w tych sprawach. Byleby jedi się nie zorientowali.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 19:51:33 |
- Treson to mądry mistrz. On rozumie, ze gdy wypuszcza do lasu kalekiego, oswojonego nexu, on zginie prędzej czy później od kłów lokalnego stada. Bo nie przystosuje się. Nie zdoła. To prawo. – przypomniał sobie Jamesa Tresona. Pamiętał, soresu z nim trenował. To znaczy Soresu to używał Tresom. Czerwony Poranek nie miał ochoty używać soresu na treningach soresu i używał swojego stylu. T'kul zaś – jak donoszono – próbował przeforsować kolejny styl: styl pijanego mistrza. Ale chyba nie znalazł dostatecznie pijanego mistrza by się na to zgodził...
|
| Morrigan - 2013-08-15 21:18:20 |
- Problem w tym że mi nie podpadł. Jeszcze. Usprawiedliwienia nie mam, a Jedi mogą zacząć węszyć Mruknęła Porankowi w odpowiedzi. Mistrza Jamesa poznała. Owszem, uważała go za mądrego jedi, jednak wątpiła w to by bez sprzeciwu przyjął do wiadomości fakt, że odstrzeliła jednego z byłych jedi - tak prewencyjnie. Mógłby się z nią nie zgodzić i wszcząć śledztwo. Poza tym wiedział, że włada ona Mocą. A to kolejny problem. Zakon lubił się interesować takimi jak ona. Póki co była dla nich przydatna, ale jeśli zacznie za bardzo wkraczać w ich rewir to ją przymkną, to pewne. Te dylematy.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 21:25:24 |
Tak głęboko w temat Czerwony Poranek wejść nie zdoła. Zbyt to zawiłe dla jego prostoty. Zarówno jedno jak i drugie spojrzenie. I Jamesa, i Morrigan. Trudno mu było zrozumieć dlaczego zabicie jednostki dla obu stron niewygodnej i nikomu nieprzydatnej uczyni nieprzyjaciół z dwóch symbiotycznych ze sobą struktur. T'kul pewnie też by tego nie rozumiał. - zatem uczynić należy coś by podpadł... Pułapka zabija gizkę złodziejkę kiedy kradnie chleb. Przynętę. Drapieżnik znajdzie drogę. – szel zmrużył oczy rozkosznie. - Z drugiej strony – co za rankor ugania się za gziką...
|
| Morrigan - 2013-08-15 21:50:51 |
O tak, życie na Coruscant było prawdziwie skomplikowane, poprzeplatane setkami maleńkich zależności. W przyrodzie wszystko było proste -wygrywał najsilniejszy i najlepiej przystosowany. Słaby lub outsider ginął. Jednak na Coruscant takich to chroniło prawo. I silniejsze osobniki czasem nie potrafiły nic z tym zrobić. Co do pułapki to Poranek dobrze kombinował, a potem zaś przyszedł pewien komplement. Może nie zamierzony ale i tak Morrigan się uśmiechnęła. - Dla rancorna gizka to nawet nie obiad. Ale czasem lepiej nadepnąć od razu taką gizkę, nim ta nie zacznie sprawiać problemu. Bo może się okazać, że gizka to nie gizka a coś gorszego. Odpowiedziała spokojnie. Dla Poranka może to nie miało logiki, ale Morrigan była zapobiegawcza. SIRI cały czas monitorowała sytuację nie tylko na Coruscant ale w ogóle w Republice. I jeśli pojawiał się ktoś młody i ambitny, kto mógł jej kiedyś zagrozić, to ona od razu pozbywała się problemu. Profilaktycznie.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 22:05:03 |
- Jeżeli gizka jest zarażona wszami, rychło całe stado zacznie się drapać – podchwycił gad, podnosząc łeb. Z opadającego pióropuszu grzywy powoli wychylał różki ciekawski ślimak, na specjalnych prawach u Czerwonego Poranka. Dowód na to ze można być małym a wielkim. Zaś rzeczony T'kul nie był młody, a jego ambocja szła w dziwna stronę. Nie wiedzieli oboje jak się realizuje zawodowo. Poranek nawet by siez tego nie smiał, nie rozumiałby groteski całej sytuacji.
|
| Morrigan - 2013-08-15 22:20:52 |
- Dlatego lepiej się tej gizki pozbyć. Powtórzyła to co przedtem twierdziła, tylko innymi słowy. T'kula należało się pozbyć, problem tylko jak? Tu potrzebne było jakieś sprytne rozwiązanie tego problemu, by nie przyciągać zbytniej uwagi. Najlepszy byłby jakiś mały wypadek. A do tego potrzebowała jakiegoś zawodowca, bo jej ludzie byli nieźli. A potrzebowała najlepszych. A na ślimaka nie zwróciła uwagi. Trochę ją obrzydzał, ale zachowywała to dla siebie, skoro Poranek go lubił. Dla dobra jej planów lepiej było zachować dobre stosunki pomiędzy nimi.
|
| Czerwony Poranek - 2013-08-15 22:24:49 |
Tym razem nic już nie odpowiedział. Ufnie przymknął oczy. Dla niego T'kul nie istniał, nie było go w jego świecie. Starał się przywołać z pamięci informacje o nim, ale nie znał jego głosu ani zapachu. Nie poznał osobiście, nie ciągnęło go do tej istoty. A informacje przekazywane nie najlepiej zapamiętywał. „Moc podsuwa rozwiązania” pomyślał na tyle „głośno” ze mogło to stać się przekazem.
|
| Morrigan - 2013-08-25 21:21:47 |
- {Owszem, podsuwa} Odpowiedziała zamyślona Morrigan. O tym, że Moc potrafi doradzić to doskonale wiedziała. Wielokrotnie medytowała czy też próbowała zajrzeć w przyszłość. Jej rasa wykształciła techniki umożliwiające wywołanie wizji przyszłości. To miedzy innymi dzięki nim udało jej się w tak krótkim czasie zdominować świat przestępczy Coruscant. Jeszcze jakiś czas stała tak z Czerwonym Porankiem, po czym wygoniła go do nauki. Przygotowała mu kilka lekcji praktycznych związanych z używaniem Mocy, na lekcje teoretyczne przyjdzie jeszcze czas.
Od tej rozmowy minęły dwa dni. Morrigan ponownie gościła w swoim domku. Miała do załatwienia kilka spraw, dla których potrzebowała ciszy i odosobnienia. Pozostałe miejsca jej stałego pobytu niezbyt się do tego nadawały. Dwie godziny wcześniej SIRI posłała aerowóz po Cichego, z którym vossianka chciała się rozmówić. Ostatnie wydarzenia ją zaniepokoiły i musiała rozmówić się z młodym dugiem.
|
| Cichy - 2013-08-25 21:29:03 |
Cichy spodziewał się zaproszenia. Moze nie dziś akurat, jednak – tak, zdarzyło się znów coś głośnego. Zanim więc wsiadł do podstawionej „taksówki” uzbroił się w ciekawe dokumenty. Czy odczuwał strach? Tremę? Czuł cos innego – niezadowolenie, nieprofesjonalizm z jego strony. Złość. Coś z pogranicza sitholandu. Gniew na żałosną krótkowzroczność innych ludzi, w tym przypadku -jego ludzi. Jednak nigdy nie uciekał przed konfrontacją – także mentalną z własną winą, co najtrudniejsze, bo nie można zjeść pokonanego przeciwnika. Szkoda. Wsiadł do taksówki i został przywieziony aż tutaj. Nie znosił tego miejsca. Czy przeszkadzała mu natura, przyroda, morze i inne rzeczy za którymi wszyscy tęsknili? Tak. Przeszkadzało mu to, ze on nie mogł się tu odprężyć. Nigdy chyba nie zdobędzie się na utratę czujności przy Morrigan. A na dodatek ten jej odrażający zwierzak..
|
| Morrigan - 2013-08-25 21:42:57 |
Po przylocie do posiadłości Cichy został przywitany przez wszędobylską SIRI, która pod postacią niepozornego zdalniaka prowadziła go teraz do gabinetu szefowej. W ogóle cała posiadłość znajdowała się pod jej kontrolą, co nie sprzyjało relaksowi. Systemy obronne, cała siatka monitoringu. SIRI była jak wielki brat, wiecznie obserwowała. Jedynie kilka pomieszczeń osobistych vossianki pozbawione było jej kontroli. Cichy został zaprowadzony pod gabinet i drzwi się przed nim otworzyły. Urządzenie wleciało pierwsze do środka. Sam gabinet urządzony był w nowoczesnym stylu wymieszanym z bardziej tradycyjnym. Podłoga była pokryta drewnem, futryny drzwi i okien również, za to meble miały bardziej nowoczesny design. Pod jedną ze scian znajdował się kamienny kominek, przed którym stały dwa wygodne fotele, z boku znajdowały się półki na holoksiażki. Na scianach wisiały obrazy, w kątach stały donice z kwiatami, a przez boczne okna widać było drzewa. Zaś największe okno znajdujące się za wielkim biurkiem wychodziło na morze. Morrigan stała przy tym oknie, odwrócona plecami do Cichego. na sobie miała lekką, letnią sukienkę. Drzwi za dugiem się zamknęły a Morrigan odezwała się głośno, ale spokojnie. - SIRI kochanie, pokaż naszemu gościowi to o czym ci mówiłam Główny komputer nic nie odpowiedział tylko uruchomił hlograficzną projekcję. Przed Cichym pojawiło się wielkie okienko, które podzielone było na cztery części. Pierwsza lewa górna zawierała zdjęcia Sisca ładowanego do kanonierki czy później przenoszonego w szpitalu. Zdjęcia były amatorskie, ktoś je robił ukradkiem. Prawy górny róg to donosy od ludzi z CSB i ze szpitala, też amatorskie ale trafnie opisujące sytuację. Brakowało tylko oficjalnego policyjnego raportu. Trzecie okienko, lewe dolne to doniesienia o "EFECTORZE" pojawiającym się na spotkaniu u Kraggi a ostatnie okno to zdjęcia z tejże "imprezy". Czyli generalnie Morrigan wiedziała o wszystkim. - {Możesz mi to wyjaśnić?} Dotarł do niego przekaz vossianki, która dodatkowo zawarła w nim wszystkie swoje emocje a wiec spora ilość gniewu i zawodu wymieszana w bardzo ciężkostrawny koktajl.
|
| Cichy - 2013-08-25 21:58:35 |
Szedł za zdalniakiem, potem do gabinetu. Nie chciał się rozglądać, patrzeć przez okna. Teraz widział tylko plecy Morrigan. Uszy miał stulone do tyłu. Rzadko widywało się g z taką „miną”, trochę jak dziki kot zapędzony w róg. Dobrze wiedział, co go czekał, wiedział, jak Morrigan myśli i jak prowadzi interesy. Jak jest dalekosiężna. {Już to załatwiłem. Nic nie powie. Zeznał, ze to jego pomysł. Jego prywatny. Nie ma to związku ze mną. Incydent}
|
| Morrigan - 2013-08-25 22:08:58 |
- Och jaka ulga Powiedziała ironicznie na głos a potem się odwróciła. Sekundę później Cichy mógł wyczuć, że w tym pokoju znajdują się ukryte artefakty - te same które Morrigan miała w swoim apartamencie. Z pewnością przeniosła je tutaj na czas rozmowy. I w tym momencie łączyły się z nią i wzmacniały ją... kolejna sekunda i młody dug został silnie pchnięty Mocą, tak że poleci na drzwi i mocno w nie przywali plecami, jeśli jakoś nie spróbuje się obronić. Ale i tak poczuje to uderzenie. - Tak zeznał... a jak było na prawdę Cichy? Kto go tam wysłał? Wiesz co by się stało, gdyby powiązali go z Tobą? To oczko w głowie Jedi. I to nie byle jakiego a członka Najwyższej Rady Jedi. Co by się stało gdyby dotarli do ciebie a potem do mnie, co? Mówiła bardzo spokojnie, panowała nad swoim głosem. Ale jej aura w Mocy aż kipiała od ledwo powstrzymywanej wściekłości. Od samego początku była trochę sceptycznie nastawiona do tego pomysłu wykorzystania Sisca. Początkowo chciała to zrobić, ale po analizie sytuacji stwierdziła, że to zbyt ryzykowne. Ale gdy Cichy się do tego zabrał to postanowiła mu zaufać, bo do tej pory jej nie zawiódł. No właśnie... do tej pory.
|
| Cichy - 2013-08-25 22:21:01 |
Nie próbował się odwracać. Wiedząc, ze \zderzenie jest nieuniknione najlepiej po prostu rozluźnić ciało. Uderzenie plecami wypchnie mu powietrze z płuc, ale jest to mniej kontuzjogenne niż uderzenie kończyną. Nawet jednak nie jeknął, nie wydał głosu, jedynie sapnął w wymuszonym wydechu. Gdyby był w swojej codziennej stylizacji, spadły by mu okulary. Dziś jednak nie miał ich. {Nie dotarli by, wierz mi, nie dotarli... mam na niego wystarczająco mocnego haka, by się nie zerwał...} -odpowiedział, tylko dzięki mocy, bo fizycznie już zaczął kaszleć. Tez bezgłośnie. Może jedynie trochę słychać było jakieś charczenie. {On już jest mój. A ci, którzy wpadli na ten głupi pomysł zostali już ukarani}
|
| Morrigan - 2013-08-25 22:34:00 |
Deklaracja Cichego tylko odrobinę poprawiła jej samopoczucie. - Razi mnie niekompetencja twoich ludzi. A jeśli nie potrafisz nad nimi zapanować, to tylko dowodzi że sam jesteś niekompetentny. A sam dobrze wiesz, w jaki sposób kończą u mnie takie osoby Nie podnosiła głosu, wciąż mówiła spokojnie. Stała tak przez chwilę, kilka metrów od Cichego, od którego oddzielało ją solidne biurko. Mimo to widziała go doskonale, jak leży na ziemi i się z niej zbiera. - Uważaj Cichy... Sisco to oczko w głowie Jamesa Tresona. Jeśli coś mu się stanie to będzie szukać winnego i nie oszukujmy się, w końcu po nitce trafi do kłębka. Morrigan w końcu się poruszyła. Lekkim, pełnym gracji krokiem obeszła biurko i zaczęła się zbliżać do małego duga. W jej oczach wciąż można było dostrzec błyski gniewu. Jej sylwetka zdawała się też jakby większa i straszniejsza niż normalnie. - Jeszcze jeden taki błąd a osobiście mi za to zapłacisz. I nigdzie się przede mną nie ukryjesz. Rozumiemy się? Spieprzył sprawę z Sisciem, ale vossianka dawała mu drugą szansę, czego niewiele osób doświadczyło. Nie tolerowała niekompetencji w tak drażliwych sprawach.
|
| Cichy - 2013-08-25 22:38:53 |
Dug przełknął ślinę. Czuł w pysku ten charakterystyczny metaliczny posmak. Nie raz miał w ustach krew. Częściej jednak cudzą niż swoją. Podnosił się powoli, patrząc nadal na Morrigan, nie uciekał wzorkiem, przyjął zdarzenie jako następstwo gniewu mocodawczyni. Miała prawo, Coruscant było jej. Cichy korzystał z prawa do uprzywilejowanego życia. {Tak. Rozumiemy się}
|
| Morrigan - 2013-08-25 22:45:56 |
Spojrzała na niego z wyższością. Lubiła go, to fakt, ale nie mogła sobie pozwolić na to, że przez tą sympatię utraci kontrolę nad sytuacją. Musiała być wymagająca, bo tylko dzięki temu mogła przetrwać. - Świetnie. Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? Jej gniew troszeczkę zelżał, ale nadal była wściekła o całą tą sytuację. Przede wszystkim o to, że Sisco został użyty w taki a nie inny sposób do bezsensownego przedsięwzięcia. Był zbyt charakterystyczny by używać go do brudnej roboty. 90% społeczeństwa pewnie go nie rozpozna, ale pozostałe 10% już tak. W ten sposób miała w komputerze dziesiątki zdjęć z nim w roli głównej kiedy stoi u Kraggi. Po drugie wysyłanie do kanałów kogoś tak cennego było bardzo, ale to bardzo głupim pomysłem. Jeśli Cichy miał coś czym mógł udobruchać swoją szefową to był to dobry moment by to przedstawić.
|
| Cichy - 2013-08-25 22:58:06 |
Ci, którzy wpadli na ten głupi pomysł (Cichy tez widział bezsensowność tego przedsięwzięcia, ba – gdyby sam chciał jakiś artefakt z kanałów nigdy by nie posyłał tam zielonego jak trawa na wiosnę Sisca, a jakiegoś profesjonalnego „kreta”) zostali już ukarani. Sisco został przekonany do odpowiednich zeznań. Był charakterystyczny ale już na szczęście pełnoletni i to co się stało zostało zaliczone do jego osobistych błędów. Jedi – ci byli problematyczni, jednak obecnie trzymał się przy Siscu tylko jeden – ten cały frajer Asyr. Reszta to przychodziła raz na gamorreański rok, podżedaiła się, i tyle – a to było dobrą podstawa do budowania w Siscu niechęci do zakonu. Był w doskonałym do tego wieku. Jednak najlepiej teraz o nim nie mówić, choc było to tez oczko w głowie Cichego i jego „podrasowywanie” trwało. Obecnie zatrudniał dwie osoby tylko do pracy z nim. Jego samego też zatrudniał w echosferze, niby jako ochroniarza, ale w rzeczywistości tylko „nabijał mu levele”. I to było wspaniałe, bo był bardzo chłonny. Nie ma nic lepszego niż gra strategiczna z żywymi postaciami. Dzięki temu czuł coś pokrewnego z tym co czuł kiedy zjadał mięso istoty rozumnej. Swoją wyższość. {Tak. Mam kilka ciekawych wieści...} Sisciem już się nie bezie chwalił, nie dziś. Dziś pokaże cos innego.
|
| Morrigan - 2013-08-25 23:07:03 |
Cichy odczuwał więc mniej więcej to samo co Morrigan, bo i ona grywała żywymi pionkami, tylko na o wiele większej szachownicy. Jej gra dotyczyła też znacznie większej stawki, a młody dug póki co był też pionkiem na jej szachownicy, ale miał potencjał by stać się ważniejszą figurą. Czas pokaże jak rozwiną się ich wzajemne relacje. - Świetnie. Odpowiedziała i wróciła lekkim krokiem do swojego biurka, za którym usiadła w wielkim fotelu. Gotowa była na referat duga. Często ją czymś zaskakiwał, więc teraz oczekiwała jakichś pomyślnych wieści. - Mów. Jeśli coś masz na przenośnym dysku to SIRI pomoże SI nic się nie odzywała przez ten czas, ale na pewno czuwała. Zdalniak znajdujący się pod jej kontrolą latał wokół Cichego. Mógł on włożyć przenośną płytkę z danymi do czytnika urządzenia.
|
| Cichy - 2013-08-25 23:12:55 |
Cichy był na niższym levelu. Miał swoją postać, która od zera kierował tak, jak chciał. Wymyślił, ze zrobi artystę z cyborga. I zrobi. Wybrał sobie wysoki stopień trudności gry, ale na pewno doprowadzi misję do końca. Nie ważne, co zechce ta postać. Cichy poprawił kołnierz kurtki, obciągnął poły, przeczesał delikatne blond owłosienie na głowie, jakże osobliwe i przyciągające uwagę. Wyjął mała płytke i wetknął do czytnika w zdalniaku. Zapewne szybko obrazy zostaną przeniesione na ekrany. A obrazy przedstawiały... dupę. Czyjąś dupe, najpierw zwykły goły tyłek, ale już na następnym zdjęciu jeszcze świeży tatuaż przedstawiający twarze nie tylko rady, ale i chyba wszystkich obecnych na Coruscant jedi. Plus kilku innych. W rysunku widać było rekę Cichego, ale na pewno pomysł nie był jego. Twarz pomysłodawcy była z reszta na zdjęciach. Było nawet zdjęcie Cichego w trakcie pracy.
|
| Morrigan - 2013-08-25 23:24:49 |
Owszem zdjęcia pojawiły się bardzo szybko i początkowo brwi Morrigan uniosły się wysoko a w jej oczach błysnęła irytacja. Nie tego się spodziewała. Późniejsze wizerunki twarzy Rady Jedi i innych rycerzy też jakoś nie sprawiły, że poprawił jej się nastrój. Widok gęby T'kula też nie podziałał kojąco a wręcz przeciwnie. - Co to ma być? Zapytała tylko z pozoru spokojnie, ale jej spojrzenie było bardzo wymowne. Jeśli Cichy szybko nie wyjaśni czemu pokazuje jej te paskudne zdjęcia, to wyleci przez drzwi bardzo szybko. I z na prawdę wielkim hukiem.
|
| Cichy - 2013-08-26 21:55:12 |
{Efekt zaczyna się dopiero kiedy się dowiadujemy ze ta urocza istota z fotografii to były jedi, który spędził w zakonie około dwustu lat} Nie poruszył się kiedy to „mówił”, nawet okiem nie mrugnął, co dawało ciekawy efekt, ale Morrigan już na pewno była przyzwyczajona do tego. {Nazywa się T'kul i jest tak rozżalony, ze opowiedział mi całe swoje życie...}
|
| Morrigan - 2013-08-27 20:17:08 |
Spojrzała na niego z lekkim poczuciem wyższości. Od razu rozpoznała tą parszywą gębę z holoprojekcji. Był to pau'anin T'kul, dosyć osobliwa osoba biorąc pod uwagę donosy jakie otrzymała. - Dobrze wiem kim on jest. Od jakiegoś czasu moi ludzie go obserwują i zbierają informacje o nim. SIRI? Ostatnie słowo skierowane do SI wypowiedziała dużo czulszym tonem. Do Cichego cały czas zaś zwracała się wręcz obojętnie i chłodno. Sympatia, którą mu do tej pory okazywała jakoś zniknęła. - Całe życie? Współczuję słuchania paplaniny nawiedzonego jedi
|
| Cichy - 2013-08-27 20:24:44 |
Cichy nie był z tych, co płaczą kiedy się na nich spojrzy nieprzychylnym okiem. Dobrze wiedział, ze podpadł. Karał swoich podwładnych więc czemu nie miałby być karany przez swoich mocodawców. Ani nie drgnął, uszy miał położone po sobie, ale w oczy patrzył hardo. {To bardzo nietypowy osobnik. Nie nazwałbym go nawiedzonym jedi, nie w typowym znaczeniu. Określiłbym go jako niedouczonego padawana nie rozumiejącego ani mocy, ani życia. W drugim folderze jest zapis najlepszych kawałków z naszej rozmowy.} Ich rozmowy nie mozna było rejestrować, ale Cichy sam ją spisał, ot – z pamięci. Mogła więc nie być słowo w słowo, ale nastawienie i pytania pau'anina w swoim fenomenie zostały zawarte.
|
| Morrigan - 2013-08-27 20:44:02 |
Zazwyczaj lubiła tą hardość w spojrzeniu Cichego, bo przypominał jej stare czasy, kiedy sama zaczynała swoją karierę w świecie przestępczym. Miała wtedy podobne spojrzenie. Teraz jednak młody dug ją tym irytował. Powinien się nauczyć, że czasem trzeba opuścić wzrok i okazać skruchę, nawet jeśli to kłamstwo. Tymczasem holograficzne okienko przed Cichym się zmieniło, wyświetlając teraz wszystkie zgromadzone przez Sel Makor dane o T'kulu. Miejsce pracy, miejsce zamieszkania, opinie sąsiadów, wszelkie jego przewinienia, w tym akcja z wywaleniem futryn ze ściany. - Ma dwieście lat i wciąż nie rozumie mocy ani życia? Jakim cudem pozostał w Zakonie? Kolejne informacje o pau'aninie nie były w ogóle pocieszające. Tacy osobnicy często bardziej szkodzą niż pomagają.
|
| Cichy - 2013-08-27 20:48:47 |
Cichy był jeszcze bardzo młody, mimo wszystko. Na szczęście zmiana projekcji sprowokowała go do spojrzenia na ekran. {no właśnie chyba tylko cudem...} -odpowiedział Cichy.
|
| Morrigan - 2013-08-27 20:55:13 |
- Sugerujesz coś w związku z nim? Ciekawa była jego opinii na ten temat, ponieważ to on rozmawiał dosyć długo z T'kulem. Czerwony Poranek zaś sugerował trwałe pozbycie się problemu, ku czemu skłaniała się również ona. Nie widziała potencjału w pau'aninie. Był zbyt nierozważny, nie myślał o konsekwencjach, działał pod wpływem chwili. Jak dzieciak. A dzieciaków nie potrzebowała w swojej organizacji.
|
| Cichy - 2013-08-27 20:59:33 |
{Tak. Eutanazję} – Cichy wcale nie był jakoś szczególnie bezpośredni, choć po tej opinii można by wyciągnąć takie wnioski. Był praktyczny. Jak coś mu się nie przydawało – nie miało wartości. O ile było całkowicie nieszkodliwe mogło sobie żyć by ubarwiać świat. Ale taka osobistość może zamieszać i przeszkadzać. {Jeżeli byłaś nim zainteresowana jako potencjalnym narzędziem – nie warto. Mam coś lepszego...} – uschnąłem się delikatnie, dalej patrząc na ekran. Miał nadzieje, ze SIRI przepuści zaraz cytaty z ich rozmowy bo to było naprawdę mocne.
|
| Morrigan - 2013-08-27 21:12:01 |
- Tak myślałam. W tej kwestii jesteśmy wyjątkowo zgodni Nawet nie zająknęła się przy wypowiadaniu tych słów. Życie T'kula nie miało dla niej żadnej wartości. Myślała jak Cichy - jeżeli coś nie mogło jej się przydać, a stanowiło potencjalne zagrożenie to należało się tego problemu jak najszybciej pozbyć. Po co czekać aż z małego chwasta urośnie coś na prawdę wielkiego i paskudnego? Lepiej od razu wyrwać z korzeniami. - Rozważałam to z początku. Jednak im więcej o nim wiem tym bardziej skłaniam się ku... eutanazji. Gdy Cichy wspomniał, że ma coś lepszego to mimowolnie lekko przymrużyła oczy. Najwyraźniej młody dug przygotował się do tej rozmowy. Lekkim machnięciem ręki dała znak SIRI by ta uruchomiła to co chciał dug.
|
| Cichy - 2013-08-27 21:16:30 |
Na kolejnym slajdzie były teksty właśnie rozmowy przy tatuowaniu o filozofii, jedi, mocy i tym wszystkim, o czym Cichy (Vidneza) i T'kul rozmawiali w echosferze. To dawało jeszcze jaśniejsze nakreślenie osobowości tego osobnika.
|
| Morrigan - 2013-08-27 21:20:43 |
Nie doczytała nawet do końca. Nie miała czasu by osobiście zajmować się "problemem" T'kula. Może byłoby to zabawne gdyby była w nastroju do żartów. Niestety nie była, wciąż była zła na Cichego za tą jego wpadkę a teraz zaczynała się irytować tym, że marnuje jej czas na bzdety. Z T'kula raczej pożytku wielkiego nie będzie. Był najsłabszym w stadzie do odstrzału. - Ostrzegam, nie marnuj mojego czasu. Tym durniem zajmę się innym razem. Masz mi coś jeszcze do przekazania? Zapytała odrobinę ostrzejszym tonem jawne podkreślając swoje zniecierpliwienie. Informacje o pau'aninie przejrzy SIRI i je jakoś skataloguje.
|
| Cichy - 2013-08-27 21:24:32 |
Sytuacja Cichego nie była najlepsza więc lepiej skończyć swoje i spadać. {Tak. Jak to mówią jedi – odkryłem skupienie mocy. I zatrudniłem jako asystentkę... Nią już można się zainteresować. Posiada mózg.}
|
| Morrigan - 2013-08-27 21:28:36 |
Owszem, lepiej skończyć swoje i spadać nim cierpliwość Morrigan osiągnie swoje granice. Bo wtedy dug znowu zacznie latać po pokoju i to się może dla niego skończyć jeszcze gorszej niż poprzednie uderzenie o drzwi. Vossianka była cierpliwa, ale nie lubiła gdy ktoś marnował jej czas pierdołami. - Kolejne skupisko mocy? To już będzie... trzecie? Zagadnęła podejrzliwie. Coś zaskakująco dużo osób wrażliwych na moc kręciło się wokół Cichego. To już zaczynało się robić podejrzane. - Kto to?
|
| Cichy - 2013-08-27 21:32:39 |
Duzo, bo o innych osobach kręcących się koło niego nie wspominał,a mocowładność wcale nie była taka rzadka jak się wydawało. {Zrobiłem badanie krwi. Ma dżedajską normę. To niepozorna ludzka dziewczyna. Dorosła. Bez wykształcenia, bez perspektyw...} – Cichy zrobił rozczuloną minę. {Jesli masz kogoś kto chciałby się tym zając, to nadaje się do przeszkolenia}
|
| Morrigan - 2013-08-27 21:37:33 |
Wrażliwość na moc nie była też aż tak powszechna by w ciągu kilku dni spotkać aż 3 takie osoby. Dla każdej rasy wrażliwość na Moc przejawiało tylko znikomy procent całej populacji. A obecnie większość takich osób dzieli się między Zakonem a Sithami. Dlatego Morrigan była zdziebko podejrzliwa. - Pomyślę nad tym Chłód jej głosu odrobinę zelżał, co można było wziąć za dobry znak. Zdecydowanie druga nowina była ciekawsza. Ale vossianka musiała to odpowiednio rozegrać, sama nie mogła od razu wziąć jej na przeszkolenie. Ktoś musiał wybadać jej potencjał i zająć się wstępną indoktrynacją. Najlepiej ktoś delikatny... Cichy miał swojego Sisca a zbyt wiele osób mocowłądnych wokół niego mogło zrodzić jakiś problem.
|
| Cichy - 2013-08-27 21:42:25 |
Cichy akurat nie miał w tym udziału. Sisca spotkał w sumie już dawno temu,a T'kula to mógłby w ogóle nie spotykać. Na pewno jednak sobie ucznia nie szukał. Nie szukał intencyjnie, nie wykluczał jednak pewnej zabawy w nauczyciela, to jednak pozostawało w kwestii planów,a u Cichego plany póki nie zostają dobrze przemyślane – nie widzą światła dziennego. {o nowościach na jej temat będę informował na bieżąco} – lekko skłonił łeb. Wyraźnie czekał, by kazała mu wyjść.
|
| Morrigan - 2013-08-27 21:46:11 |
- Przekazuj wszystko SIRI, ona to skataloguje i mi przedstawi. Możesz odejść Audiencja u szefowej wszystkich szefów - przynajmniej Coruscant, się zakończyła i dug mógł wrócić do pojazdu, który go tutaj przywiózł. Oczywiście towarzyszył mu zdalniak kontrolowany przez domową SI.
|
| Cichy - 2013-08-27 21:48:43 |
Bardzo chętnie opuścił to miejsce. Musi wymyślić cos, by znowu zadowolić Morrigan...
|